Wrocław - Europejska Stolica Kultury 2016

Wrocław
Portret Miasta

Marek Karpf, Maciej Wilczek

Warunki determinujące powstawanie miast w zasadzie nie zmieniły się na przestrzeni dziejów. Wszystkie prawie osady budowano zawsze w miejscach korzystnych pod względem obronnym i zasobnych w wodę. Zwykle tam gdzie stawał gród warowny tam później „przytulała” się osada handlowa. Tak było w starożytnej Grecji, Rzymie i w średniowiecznej Europie.

Wrocław, podobnie jak i inne miasta, zawdzięcza swoje istnienie i rozwój również określonym determinantom miastotwórczym. Naturalne środowisko geograficzne, a więc i ukształtowanie terenu, gleba, woda i roślinność to elementy, do których dostosowywała się wówczas, podobnie jak i dziś, myśl urbanistyczna. Zawsze bowiem chodzi o to, aby ludziom żyło się w miarę bezpiecznie i na miarę czasów wygodnie, a nawet komfortowo.

RODOWÓD I POCZĄTKI MIASTA

Kiedy Wrocław powstał? Na tak postawione, pozornie proste pytanie, nawet dzisiaj trudno precyzyjnie odpowiedzieć. Ślady osadnictwa na tym terenie sięgają epoki kamiennej. Najlepiej świadczą o tym odkryte na Krzykach, Gądowie i w innych miejscach cmentarzyska. Początki miasta natomiast sięgają ostatnich wieków pierwszego tysiąclecia naszej ery.

Jeszcze za czasów rzymskich prowadził tędy szlak południa przez Śląsk aż nad Morze Bałtyckie, a także z ośrodków miejskich zachodniej Europy na Ruś. Skrzyżowanie tych dróg stanowiło korzystny punkt do zbudowania osady, bo krzyżowały się one właśnie tam, gdzie meandrująca Odra, pełna wysp zdecydowanie się zwężała dając dogodne warunki przeprawowe. Jak to na ogół bywało w średniowieczu, zresztą i dzisiaj także, takie miejsca uważa się za strategiczne. Tu właśnie powstał gród – były to okolice dzisiejszego Ostrowa Tumskiego.

Na podstawie wielu źródeł można sądzić, że w 1000 roku Wrocław był już sporą osadą i chyba dlatego zdecydowano o założeniu tu biskupstwa. Pod koniec XI i na początku XII wieku jego rola znacznie wzrosła i miasto stało się nawet stolicą prowincji, a później po śmierci Bolesława Krzywoustego, „dzielnicy” śląskiej. Miało to kolosalne znaczenie i stworzyło świetne warunki rozwoju nie tylko demograficznego, ale również gospodarczego, społecznego i kulturalnego. Z roku na rok Wrocław zmieniał swój wygląd i rozwijał się urbanistycznie. Trzeba jednak stwierdzić, że było w tym rozwoju wiele chaosu i żywiołowości. Dopiero po najeździe mongolskim w 1241 roku we Wrocławiu powstał regularny, szachownicowy plan zabudowy.

Wrocław otoczony był licznymi osadami typu wiejskiego, które stanowiły coś na kształt zaplecza gospodarczego. Do osad na Ołbinie i Nowym Targu napływała ludność ze wsi poszukująca przede wszystkim bezpiecznego życia, ale i pracy. Powoli i systematycznie nabierały one charakteru handlowo-rzemieślniczego i z czasem przerodziły się w przedmieścia.

Warowny gród książęcy miał około dwóch tysięcy metrów kwadratowych powierzchni (część mieszkalna i ogólno-użytkowa) i otoczony był wałem obronnym wzniesionym z pni i dębowych belek z kotwami. Przed pożarem gród był zabezpieczony warstwą gliny. Badacze podają, że do budowy tych umocnień użyto około 50 tysięcy metrów sześciennych materiałów. Można więc bez trudu wyobrazić sobie skalę tego przedsięwzięcia.

Jedną z pierwszych wzmianek pisanych o Wrocławiu jest notatka w kronice biskupa merseburskiego Thietmara o podporządkowaniu biskupstwa wrocławskiego arcybiskupstwu w Gnieźnie.

Stolica Śląska w XII i XIII wieku stanowiła centrum handlu międzynarodowego na tych ziemiach. Przybywali tu kupcy z różnych krajów Europy. Wydzielano nowe place targowe. Powstawały karczmy i domy kupców, jatki i warsztaty hutnicze. Ślady tych ostatnich zachowały się na Ostrowie Tumskim i Starym Mieście w postaci rudy darniowej i grudek żelaza. Oczywiście rozwijały się inne zakłady rzemieślnicze – szklarskie, bednarskie, tkackie, garncarskie i wiele podobnych.

Warto też wspomnieć kilka słów o architekturze, która we Wrocławiu, podobnie jak w innych miastach Polski, zasługuje na szczególną uwagę. We wczesnym średniowieczu najwięcej powstawało monumentalnych budowli o charakterze sakralnym – katedra, kaplica, książnica i kościoły. Oczywiście czołowe miejsce zajmowała właśnie katedra znajdująca się w obrębie podgrodzia i powstała najprawdopodobniej w związku z utworzeniem we Wrocławiu biskupstwa.

Podczas badań prowadzonych po II wojnie światowej nie udało się odnaleźć śladów pierwszej katedry. Wiadomo jednak, że rozpoczęto ją wznosić za czasów biskupa Waltera z Malonne w 1158 roku, a ukończono za Żyrosława II (1169-1198).

Innym na pewno interesującym obiektem jest założone w XII wieku przez Piotra Włostowica opactwo benedyktyńskie w dawnych dobrach rodu Łabędziów na Ołbinie. Zabudowania te nie przetrwały do czasów współczesnych ponieważ w pierwszej połowie XVI wieku na rozkaz rady miejskiej rozebrano je w związku ze sporem między mnichami benedyktyńskimi a protestanckim mieszczaństwem. W przeciwieństwie do obiektów sakralnych budownictwo świeckie powstawało głównie z drewna, a rzadko z kamienia. Do ciekawszych „inwestycji” książęcych można zaliczyć dom kupców – domus mercatorum – wzniesiony najprawdopodobniej po 1234 roku, później zmieniony w Sukiennice, czyli kramy sukienników. W tym czasie już w budowlach murowanych o charakterze romańskim pojawiają się pierwsze konstrukcje o cechach gotyckich.

Wrocław został lokowany na prawie niemieckim przypuszczalnie wiosną 1241 lub 1242 roku, choć początki obowiązywania tego prawa datowano na 1208 rok, może 1209. Do lokacji doszło po wyjątkowo wyniszczającym, przynajmniej lewostronną część miasta, najeździe tatarskim w 1241 roku. W 1262 roku nastąpiła powtórna lokacja Wrocławia. Daty te są ważne z wielu powodów, ale przede wszystkim dlatego, że zapoczątkowały prawdziwy rozwój ekonomiczny miasta. W 1273 roku powstała organizacja cechowa, na której funkcjonowanie zezwolił książę Henryk IV Prawy w jednym z przywilejów. Spowodowało to prawdziwe scementowanie grup rzemieślników i pozwoliło im nie tylko troszczyć się o produkcję, ale też prowadzić wspólne życie towarzyskie, a także społeczne. Wpłynęło też na solidarność zawodową, choćby przez otaczanie opieką wdów i sierot po zmarłych mistrzach. Nierzadko też dochodziło do konfliktów, gdyż oprócz dużych cechów, na przykład kowali, powstawały cechy niewielkie – nożowników, płatnerzy czy igielników. Powodowało to ścisłe określenie zakresu usług; i tak łatacze obuwia nie mogli go produkować.

Podobnie jak w innych ośrodkach miejskich dużo zależało od władzy książęcej, wydającej przywileje. Ważkim był szczególnie dokument z 1271 roku, w którym Henryk IV Prawy przyznał Wrocławiowi tak zwane prawo mili, zabraniające tym samym okolicznej ludności handlu i uprawiania rzemiosła w promieniu jednej mili od murów miasta.

Do dzisiaj we Wrocławiu zachowało się wiele nazw historycznych ulic i placów. I tak na placu Solnym handlowano solą (od 1336 roku Wrocław miał monopol na handel solą), na Kurzym Targu drobiem, na Jatkach mięsem.

Długotrwająca koniunktura spowodowała, że za Henryka I zwanego Brodatym (1201-1238) i za Henryka II Pobożnego (1238-1241) wzmogła się fala budownictwa. Powstały wtedy między innymi kaplica św. Marcina, kościoły św. Idziego, św. Wojciecha, św. Jakuba (dziś św. Wincentego). Na pewno najokazalszą budowlą średniowiecznego Wrocławia była katedra św. Jana Chrzciciela – zniszczona w 1037-1038 roku, a odbudowana w 1050 roku przez Kazimierza Odnowiciela. Natomiast w 1224 roku rozpoczęto budowę nowej, gotyckiej już katedry. W ogóle przed najazdem mongolskim w 1241 roku znajdowało się we Wrocławiu aż 16 kościołów. W połowie XIV wieku najbardziej dominującymi budowlami były właśnie kościoły – 10 wewnątrz obwodu murów, 7 na zewnątrz i 6 na wyspach. Główny nurt życia skupiał się jednak w Rynku, gdzie w południowej części funkcjonowała rada miejska i wójt (Ratusz), w północno-wschodniej – jatki, a w zachodniej miejsce rozładunku w pobliżu położonej tam Dużej i Małej Wagi.

Rok 1335 to w zasadzie koniec panowania Piastów we Wrocławiu, co nastąpiło wraz ze śmiercią Henryka VI. Miasto zostało wcielone do korony czeskiej, pod berło panującego tam Jana Luksemburskiego. Korona polska przez wiele lat dążyła do odzyskania Wrocławia, bądź to na drodze dyplomatycznej bądź wojennej. Jednak bez korzystnego dla siebie rezultatu.

Wrocław już od czasów lokacji zamieszkiwała w bardzo dużym stopniu ludność niemiecka, choć żywioł polski jeszcze przez długie lata miał poważny wpływ na życie w mieście. Gdzie współistnieją różne nacje, tam mamy do czynienia z określonymi antagonizmami narodowościowymi, a decydowały o tym nierzadko detale, na przykład sądy o długi do 1337 roku prowadzono w języku polskim, księgi miejskie natomiast po łacinie. Wywoływało to niezadowolenie ludności niemieckiej. Później jednak językiem „bardziej” urzędowym stał się niemiecki.

Od drugiej połowy XIV wieku rozbudowują się instytucje miejskie. Przeważająca do tej pory zabudowa drewniana ustąpiła miejsce murowanej. Funkcjonowanie miasta regulowały przepisy wydawane przez radę, na przykład o wywożeniu odpadów czy o dołach kloacznych. Widać więc, że już wtedy dbałość i troska o warunki życia mieszczan spędzała sen z oczu rajców. Już w 1387 roku uruchomiono pierwszy wodociąg drewniany, a jego najstarsza trasa wiodła ulicą Więzienną w stronę Odry. Były też publiczne łaźnie, z przedziałami dla mężczyzn i kobiet, gdzie znajdowały się nawet bufety. Na początku XV wieku we Wrocławiu było ponad 300 karczm. W pierwszych latach XVI wieku swój ostateczny kształt przybrał Ratusz, jako siedziba władz miejskich. Ozdobiono go wspaniałą polichromią i rzeźbami. W Rynku ustawiono też pręgierz i szubienicę. Nieustannie modernizowano umocnienia, co nasiliło się zwłaszcza po wojnach husyckich. W 1559 roku potężna eksplozja wstrząsnęła Wrocławiem – to wybuchł młyn prochowy przy Górce Kacerskiej.

Po śmierci Ludwika Jagiellończyka w 1526 roku, po bitwie pod Mohaczem, dyplomacja oraz układy dynastyczne doprowadziły, że Wrocław trafił pod panowanie Habsburgów. Miasto, rozwijając się w granicach monarchii austriackiej właściwie nie zmieniło swojego terytorialnego zasięgu – przyłączono wprawdzie wyspę Mieszczańską, na której założono port rzeczny, ale nie miało to większego znaczenia. Wojna 30-letnia doprowadziła do obsadzenia miasta przez obce wojska. W 1628 roku doszło do tragicznego w skutkach pożaru na Nowym Targu i Nowym Mieście. Spłonęła również katedra.

W tych czasach żyło we Wrocławiu około 40 tysięcy ludzi. Epidemie w latach 1625 i 1633 doprowadziły do zmniejszenia tej liczby co najmniej o połowę. Po trzech wojnach śląskich w latach 1740-1763 Śląsk i jego stolica znalazły się pod panowaniem pruskim. Zniesiono radę miejską w swej klasycznej postaci, a wprowadzono magistrat – przewodniczącego rady i burmistrza mianował sam król. Władze pruskie uznały Wrocław za bardzo ważny punkt strategiczny. Intensyfikowano więc budowę pasa obronnego co spowodowało coraz większą izolację przedmieść. Na przełomie XVIII i XIX wieku mieszkało we Wrocławiu już około 70 tysięcy ludzi w 2300 budynkach oraz w 1300 na przedmieściach. Rozwijały się manufaktury, a w użycie coraz powszechniej wchodziły nowe zdobycze techniki – najpierw w nielicznych zakładach, a potem na znacznie większą skalę. Rozpoczął się proces regulacji Odry, o ile tak można nazwać pierwsze tego rodzaju zabiegi – połączono niektóre odnogi rzeki i przebito koryto odpływowe. Następnie postawiono pierwsze śluzy, a działo się to wszystko w latach 1792-1794. Powstały też pierwsze biblioteki publiczne, a także nowoczesne jak na ówczesne czasy, drukarnie. Z dnia na dzień Wrocław stawał się metropolią naukową, kulturalną i przemysłową.

PĘKA KRĘPUJĄCY GORSET

W XIX wiek Wrocław wszedł jako miasto pruskie o wybitnie militarnym charakterze – otoczone fosami, wałami i murami obronnymi, ufortyfikowane potężnymi bastionami. Ten ciasny gorset obronny krępował przestrzenną rozbudowę miasta, oddzielając wyraźnie jego centralny obszar – ukształtowany w czasach średniowiecza – od okalających wiejskich przedmieść. Dopiero okres wojen napoleońskich przyniósł wydarzenia, które otworzyły nowe perspektywy dla architektonicznego i przestrzennego układu stolicy Śląska. Bezpośrednio po zdobyciu przez Francuzów w 1807 roku miasta, z rozkazu Napoleona, rozebrano forteczne obwarowania i zasypano częściowo fosę – pozostawiając ją w obecnym kształcie. W ich miejsce założono pełne zieleni bulwary spacerowe. Z dawnych fortyfikacji pozostawiono jedynie dwa bastiony – Sakwowy (obecnie Wzgórze Partyzantów) i Ceglarski (Wzgórze Polskie) – zamienione w obsadzone drzewami i krzewami wzgórza widokowe.

Nowe tereny spacerowe budziły zachwyt, także wśród licznie odwiedzających miasto Polaków. Jeden z nich, w liście do lwowskiego czasopisma „Rozmaitości”, tak opisał w 1827 roku swoje wrażenia: „Po zniesieniu dawnych murów twierdzy założono na dawnych wałach dookoła miasta tak piękne aleje, przyozdobione kioskami kwiatów i bastionami, iż co do piękności trudno podobnych znaleźć w jakiejkolwiek innej stolicy”.

Po zakończeniu wojen napoleońskich i oczywistym zastoju miasta we wszystkich dziedzinach, nastąpił rozwój handlu i zalążków przemysłu. Wraz z nim zaczęła rosnąć liczba mieszkańców, napływających głównie z okolicznych wsi i miasteczek. Zasiedlali oni przedmieścia leżące poza obrębem dawnych murów obronnych. W 1852 roku Wrocław zamieszkiwało około 116 tysięcy osób. Procesu tego nie zahamowały nawet, kilkakrotnie nawiedzające miasto w tamtym wieku, epidemie cholery.

Jednym z najbardziej prężnie rozwijających się w ówczesnych czasach rejonów miasta było Przedmieście Świdnickie, leżące na południe od starego śródmieścia. Te typowo wiejskie początkowo tereny, wraz z otwarciem dworców pierwszej linii kolejowej – nie istniejącego już Górnośląskiego (położonego w rejonie obecnej ulicy Małachowskiego) oraz funkcjonującego do dziś Świebodzkiego – zaczęły w szybkim tempie nabierać miejskiego charakteru. Po wybudowaniu w 1856 roku Dworca Głównego (według projektu inżyniera Grapowa) – jednego z największych tego typu obiektów w ówczesnej Europie – zaczęły powstawać w tym rejonie hotele, restauracje i inne reprezentacyjne budynki. Skupiały się one wzdłuż ulicy Ogrodowej (obecna Piłsudskiego), biegnącej równolegle do torów kolejowych. Otoczone zielenią domy i rezydencje bogatych wrocławian szybko przekształciły Przedmieście Świdnickie w reprezentacyjną dzielnicę Wrocławia.

W tym samym czasie Stare Miasto zmieniało systematycznie funkcję – z mieszkalnej na handlową i usługową. Obok sklepów i magazynów, swoje siedziby znalazły tam warsztaty, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe czy agencje handlowe. Odbywało się to, niestety, często kosztem starych, urokliwych kamieniczek. W ich miejsce powstawały najczęściej obiekty niezbyt ciekawe architektonicznie. Wyjątkiem może tu być budynek Starej Giełdy (1822-1824), zaprojektowany przez Langhansa juniora, w stylu empire, stojący do czasów obecnych przy placu Solnym (przez kilka wieków nosił on nazwę placu Polskiego). W tym też okresie Wrocław wzbogacił się o duży, nowoczesny obiekt teatru miejskiego (obecny gmach Opery) przy ulicy Świdnickiej.

Stale rosnący ruch uliczny, głównie w obrębie Starego Miasta, zmobilizował władze miejskie do wydatkowania sporych kwot na wybrukowanie najruchliwszych wtedy ulic: Kuźniczej, Szewskiej i Oławskiej. Rozpoczęto wówczas także zakładanie nowoczesnych chodników. Granitowe, duże płyty pochodzące z masywu Ślęży można tam spotkać jeszcze dzisiaj.

Wielkim wydarzeniem dla mieszkańców Wrocławia i przyjezdnych gości było wprowadzenie gazowego oświetlenia ulic. Pierwsze tego typu lampy zapłonęły 23 maja 1847 roku, powodując powszechną radość wyległych na śródmiejskie ulice wrocławian. W kilka lat później oświetlenie takie otrzymały także, stale rozwijające się, przedmieścia. Równocześnie rozpoczęto wymianę starych, drewnianych rurociągów na bardziej trwałe żeliwne. Ten nowoczesny, jak na tamte czasy, system wodociągowy, został uzupełniony w drugiej połowie XIX wieku przez stację filtrów i potężną wieżę ciśnień, które istnieją i funkcjonują do dziś (ulica Na Grobli).

W 1876 roku uruchomiono dwie pierwsze linie tramwaju konnego – ulicami Świdnicką i obecną Wita Stwosza. Pięć lat później ruszyły tramwaje elektryczne, które połączyły centrum miasta z odległymi dzielnicami i osiedlami peryferyjnymi.

Lata sześćdziesiąte XIX wieku to dynamiczny rozwój wrocławskiego przemysłu. Wówczas między innymi z połączenia zakładów Linke i Hoffman utworzono Spółkę Akcyjną do Budowy Wagonów Kolejowych, która dała początek jednemu z największych zakładów przemysłowych Wrocławia (późniejszy „Pafawag”, a obecnie „Bombardier”). O rozwoju handlu świadczą najlepiej liczby sklepów, jakie prosperowały przy głównych ulicach w centrum Wrocławia. Najwięcej mieściło się ich przy ulicy Oławskiej – 173, w Rynku – 143, przy ulicy Ruskiej – 120, a przy Świdnickiej – 117 (dane z 1875 roku). W tym to okresie ludność miasta liczyła prawie 240 tysięcy, by do końca XIX wieku osiągnąć liczbę pół miliona.

WROCŁAWSKA ARCHITEKTURA WKRACZA W XX WIEK

Z końcem ubiegłego wieku do wrocławskiej architektury wkroczyła secesja, a przede wszystkim jej niemiecka odmiana – Jugendstil. Przyciężkie kształty „wzbogacone” średniowiecznymi formami na trwałe zapanowały w krajobrazie miasta. Do ciekawszych budowli tego okresu można zaliczyć domy towarowe na Rynku, a także handlowo-przemysłowy budynek przy ulicy Rzeźniczej 32/33. Niemało typowej architektury secesyjnej znalazło się wśród powstających w szybkim tempie kamienic „czynszowych”, w rejonie obecnych ulic Jedności Narodowej, Nowowiejskiej, Traugutta, Komuny Paryskiej. Znaczna część tych obiektów przetrwała do dzisiaj, nastręczając wiele problemów z kosztownymi remontami.

Jednak najistotniejsze zmiany w krajobrazie architektonicznym, zawdzięcza miasto wybitnym przedstawicielom niemieckiego modernizmu – Hansowi Poelzigowi i Maxowi Bergowi. Dziełem pierwszego jest między innymi bardzo interesujący biurowiec przy ulicy Ofiar Oświęcimskich 38/40. Max Berg jest natomiast twórcą obiektu, który, jako jedno z najwcześniejszych i najśmielszych dzieł budownictwa żelbetowego, wprowadził Wrocław do annałów światowej architektury. Mowa oczywiście o Hali Stulecia (w latach 1945-2006 Hala Ludowa) powstałej w 1913 roku z okazji setnej rocznicy bitwy narodów pod Lipskiem. Wspólnie z sąsiadującymi pawilonami i pobliskim, największym w mieście, Parkiem Szczytnickim stworzono jednocześnie nowoczesny, zwarty kompleks rekreacyjno-kulturalny Wrocławia. Hala Stulecia zaliczana jest do najpopularniejszych symboli miejskich, podobnie jak wiszący, o 126 metrach rozpiętości, most Grunwaldzki (Kaiserbrücke), zbudowany w 1910 roku.

Katastrofalna powódź, jaka nawiedziła miasto w początkach XX wieku, spowodowała rozpoczęcie wieloletnich prac nad uregulowaniem koryta Odry. Dzięki nim nie tylko zabezpieczono Wrocław przed wodnym żywiołem, ale jej nabrzeża zamieniono w spacerowe bulwary, z letnimi piwiarniami, restauracjami, kawiarniami i ośrodkami rekreacyjnymi.

I wojna światowa i krytyczna sytuacja gospodarcza, w jakiej znalazły się Niemcy po jej przegraniu, zahamowały na pewien czas modernizację i rozbudowę miasta. Jednak już w latach dwudziestych następuje ponowne ożywienie budownictwa. Wraz z czterokrotnym zwiększeniem powierzchni Wrocławia (do 175 km2 w 1928 roku) powstają nowe, duże i ciekawie rozplanowane osiedla mieszkaniowe – Biskupin, Sępolno, Zalesie, Karłowice. Odległe od ruchliwego centrum, również dzisiaj, stanowią oazy spokoju i zieleni.

O skali i rozmachu budownictwa wrocławskiego w tym okresie świadczyła zorganizowana w 1928 roku na terenach przylegających do Parku Szczytnickiego Wystawa Architektury i Wnętrz, złożona z 37 obiektów mieszkalnych o różnym przeznaczeniu. Zyskała sobie ona znaczny rozgłos w całej Europie.

Z początkiem lat trzydziestych pojawia się we Wrocławiu, obowiązujący w całej III Rzeszy, pompatyczny klasycyzm („Bauten der Bewegung”). Powstaje wiele monumentalnych obiektów użyteczności publicznej, międy innymi siedziba obecnego Urzędu Wojewódzkiego, kompleks budynków sądowych oraz budynek policji nad fosą miejską. Jednocześnie rozwija się przemysł wrocławski, przestawiający się już na produkcję wojenną.

W sierpniu 1939 roku przez główne ulice miasta ciągnęły, kierując się na wschód, kolumny czołgów i wozów pancernych. We wrześniu Wrocław był jednym z bezpośrednich punktów wypadowych w agresji hitlerowskiej na Polskę.

Tuż przed wybuchem wojny miasto liczyło 629 tysięcy mieszkańców. W nieco późniejszym okresie, jako miasto dość odległe od terenu wojennego, stał się Wrocław schronieniem dla wielu osób z głębi Niemiec, uciekających przed ustawicznymi bombardowaniami. W pewnym momencie liczba mieszkańców zwiększyła się do miliona. W tej liczbie znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy, przywiezionych z całej Europy do przymusowej pracy, robotników. W miarę upływu czasu jednak front wojenny nieubłaganie zbliżał się do Wrocławia. W obliczu nadciągających ze wschodu wojsk radzieckich władze hitlerowskie podjęły zbrodniczą i bezmyślną decyzję o przekształceniu miasta w twierdzę.

„FESTUNG BRESLAU” – TRAGEDIA MIASTA I LUDZI

Wrocław, włączony w tak zwaną „pozycję odrzańską” niemieckich linii obronnych, otrzymał rozkaz walki do ostatniego żołnierza i ostatniego pocisku. Był on realizowany z całą bezwzględnością i fanatyzmem przez kolejnych komendantów „twierdzy” – gen. mjr. Johannesa Krausego (do 3 II 45 roku), gen. mjr. Hansa von Ahlfena (do 7 III) i gen. lnt. Hermanna Niehoffa – pod politycznym nadzorem gauleitera NSDAP Dolnego Śląska i komisarza obrony Rzeszy, Karla Hankego. Jego skutki to ogromne straty wśród żołnierzy obu stron, ludności cywilnej i niemal całkowita zagłada stolicy Dolnego Śląska. Wszystko to nastąpiło w momencie, gdy koniec wojny, wieloletnich tragedii i nieszczęść, zbliżał się milowymi krokami.

Zanim rozegrał się wojenny akt dramatu miasta, rozpoczęła się gehenna jego ludności. Wraz z ofensywą I Frontu Białoruskiego, która ruszyła 12 stycznia 1945 roku z przyczółka sandomierskiego nad Wisłą, rozpoczęły się pierwsze, często wielogodzinne, naloty radzieckich bombowców. Celem ich były węzły komunikacyjne i obiekty wojskowe, ale – jak zwykle w takich sytuacjach – głównymi poszkodowanymi byli mieszkańcy i zabudowa miasta. Najgorsze jednak miało dopiero nadejść. 19 stycznia, gauleiter Hanke, w porozumieniu z dowódcą „twierdzy”, zarządził ewakuację ludności cywilnej.

Najpełniejsze świadectwo tamtych dni dał niemiecki proboszcz parafii św. Maurycego we Wrocławiu – ksiądz Paul Peikert – w swoim pamiętniku, w Kronice dni oblężenia. Jego zapiski stanowią obiektywny i wstrząsający obraz życia i śmierci oblężonego miasta. O ewakuacji pisał między innymi „Prawdziwa panika i zamęt ogarnęły masy. Dworce kolejowe są całymi dniami tak przepełnione, że przebrnięcie przez tłumy jest prawie niemożliwością. Wszystko tłoczy się do pociągów, które mogą przyjąć tylko ograniczoną ilość uciekinierów; największa część musi pozostać i próbować następnym razem. Tak więc większość ludzi zabiera wózki dziecięce i niezbędny bagaż, pieszo udając się szosą w niepewne. Obok chłopskich wózków ciągną nieprzerwane kolumny mieszczan, którzy na wózkach dziecinnych i kolaskach ciągną swą chudobę ku nieznanej jeszcze i wątpliwej przystani. (...) Nieopisana była tragedia zmuszonych do ucieczki szosą. Nieprzejrzane szeregi kobiet i dzieci przeciągały ulicą. Skutkiem ostrej zimy ulice pokrywa śnieg i lód. Małe wózki przystosowane do gładkich ulic wielkiego miasta rozpadają się trafiwszy na zawiane i oblodzone ulice podmiejskie. Niezbędne mienie trzeba wtedy wlec ręcznie, tak że kolumny posuwają się bardzo wolno naprzód. Wiele dzieci i dorosłych zmarło w przejmującym zimnie i legło w rowach przydrożnych. Oddziały usuwające te zwłoki (Suchkommandos) znalazły tak wiele trupów, że nie mogły pomieścić ich na ciężarówkach. Zapewne nigdy nie dowiemy się liczby tych, co życiem przepłacili ucieczkę podczas srogiej zimy. (...) Niesłabnący terror i nieustanne nakłanianie do ucieczki pozostałych jeszcze mieszkańców oddziaływa tak deprymująco i przygnębiająco, że w naszym mieście wzrosła niepokojąco liczba samobójstw”.

Dowództwo „twierdzy” było bezwzględne w egzekwowaniu swoich poleceń. Tępiony był wszelki sprzeciw, czy też myśl o zaniechaniu walki. Jedną z pierwszych ofiar fanatycznego terroru stał się wiceburmistrz Wrocławia – dr Wolfgang Spielhagen. Został on rozstrzelany przed wrocławskim ratuszem za to, że sprzeciwiał się planom ewakuacji ludności i domagał się poddania miasta. Nie był to odosobniony przypadek. W lutym gazeta frontowa „Festung Breslau” doniosła, że „stworzony został w twierdzy sąd doraźny. Sąd doraźny jest właściwy dla wszystkich przestępstw, które zagrażają niemieckiej sile obronnej lub zdecydowanej woli walki”. Wyroki śmierci wydawane przez sąd, były wykonywane do ostatniego dnia oblężenia.

Bezpośrednie walki o Wrocław rozpoczęły się 27 stycznia 1945 roku, kiedy to armie radzieckie, po przełamaniu umocnień hitlerowskich nad dawną granicą polsko-niemiecką, wyszły na przedpole miasta. Rezultatem zaciętych i uporczywych walk, w nocy z 15 na 16 lutego, zamknięty został pierścień okrążenia wokół „Festung Breslau”.

Ogromne zniszczenia, jakie stały się udziałem oblężonego miasta, były nie tylko wynikiem zaciętych bojów, ostrzału artyleryjskiego i bombardowań. Z rozkazu dowództwa „twierdzy” niemieccy saperzy celowo zniszczyli całe rejony miasta Wrocławia, aby – jak twierdzono – „nadać twierdzy pełną siłę obronną”. Ksiądz Peikert tak opisuje te działania: „(...) W ciągu całego dnia raz po raz otrzymuję wieści o furii niszczenia, która ogarnęła nasze dowództwo we Wrocławiu i w ogóle w całej Rzeszy. Tak wtedy Webskystrasse (Zgodna), Brockauerstrasse (Świstackiego) i wewnętrzną stronę Tauentzienstrasse (Kościuszki), opróżnia się z mebli i wszelkich sprzętów domowych. Przed oczami mieszkańców trwa popis niszczenia, który trudno opisać. Bez powiadomienia przymusowo ewakuowanych, znajdujących się jeszcze we Wrocławiu, wpada się do domów, wyrzuca na ulicę wszystkie stojące jeszcze meble, naczynia obrazy i inne sprzęty domowe. Na ulicy wszystko zlewa się paliwem i wnet ogień strzela ku górze. Prawdopodobnie ta strona ulicy ma służyć za schronienie walczącym żołnierzom. Linia ta bowiem ma się stać wewnętrzną linią walki. Przeciwnej strony ulicy nie opróżnia się. Zapewne podpali się po prostu bloki razem ze wszystkimi rzeczami, które są w mieszkaniu. (...) Nie Rosjanie podpalają domy i wzniecają w nich ogień, lecz żołnierze niemieccy. To co się stało na południu miasta, dzieje się obecnie w jego wschodniej części...”.

Wraz z zajmowaniem przez Rosjan coraz większych połaci Wrocławia, podjęto jeszcze jedną, tragiczną dla miasta i jego mieszkańców, obłędną decyzję. Postanowiono w centralnym jego rejonie (obecny plac Grunwaldzki) zbudować lotnisko. Do celu tego wykorzystano ludność niemiecką i cudzoziemskich robotników przymusowych. Jeszcze raz odwołajmy się do wspomnień naocznego świadka – księdza Peikerta, który w swojej Kronice... pisał:

„Przeszedłszy przez Kaiserbrücke (most Grunwaldzki), ujrzałem rozległą pustynię i bezludną przestrzeń gruzów. Tam gdzie kiedyś ciągnęła się najpiękniejsza ulica Wrocławia z pięknymi skwerami, gdzie wyższe sfery miasta miały swe okazałe domy, gdzie wspaniałe kościoły podkreślały piękno panoramy miasta, sterczą dziś okopcone szczątki spalonych budynków. Olbrzymie zwały gruzów zalegają szeroką przestrzeń od Kaiserbrücke do Fürstenbrücke (most Szczytnicki), a wśród zwalisk na tym rozległym terenie pracują niezliczone masy ludzi niby rój mrówek. Pracują dniem i nocą, aby ten olbrzymi plac przekształcić w lądowisko. Ileż ofiar kosztować będzie ta praca, którą ustawicznie przerywa ogień broni pokładowej i bombardowanie rosyjskich samolotów”.

Przy budowie lotniska zginęło około 10 tysięcy osób, wystartował zaś z niego podobno tylko jeden samolot – uwożący z ginącego miasta gauleitera Hankego.

Bezsensownego oporu nie przerwała nawet wiadomość o samobójczej śmierci Hitlera. Dopiero w niedzielę, 6 maja 1945 roku, załoga „Festung Breslau” zaprzestała stawiania oporu, a gen. Niehoff podpisał bezwarunkową kapitulację. Jak podają historycy w trakcie walk o Wrocław zginęło około 6 tysięcy żołnierzy niemieckich i ponad 7 tysięcy radzieckich. Natomiast ewakuacja ludności i oblężenie spowodowały śmierć około 170 tysięcy osób cywilnych. Miasto zaś legło w gruzach, płacąc tragiczną cenę za zbrodniczy fanatyzm nazistów.

PONOWNE NARODZINY MIASTA

Ostatnie miesiące II wojny światowej to z pewnością najtragiczniejszy okres w dziejach Wrocławia. Przyniósł on niemal doszczętną ruinę miasta. Najbardziej zniszczone zostały dzielnice południowe i zachodnie – niemal 90 procent ich zabudowy legło w gruzach. Historyczna, staromiejska część miasta poniosła straty sięgające 60 procent. Sieć gazowa zniszczona była w 80 procentach, a gazowe oświetlenie ulic praktycznie w całości. Około 80 procent torów tramwajowych nie nadawało się do użytku, a sieć trakcyjna została zniszczona całkowicie. Poza tym nie funkcjonowało 3 tysiące tak zwanych punktów sieci wodociągowej i 7 tysięcy kanalizacyjnej. Z dziesięciu stacji i dworców wrocławskich żaden nie był zdolny do pracy. Z 30 tysięcy budynków istniejących do oblężenia ponad 21 tysięcy legło w gruzach. Niektóre ulice, tam gdzie walki były najbardziej zacięte, zasypane były warstwą gruzu sięgającą niekiedy pierwszego piętra.

Gdy pierwsi przedstawiciele polskiego rządu wjeżdżali 9 maja 1945 roku do Wrocławia, wstrząśnięci byli ogromem jego zniszczeń. Jeden z nich tak opisał pierwsze wrażenia: „Wrocław – to ruina, która płonie i stale na nowo się zapala. Jesteśmy wszyscy zmęczeni kurzem, dymem, pożarami i trupim zapachem. Mamy do czynienia oczywiście tylko z ruinami, zgliszczami i resztkami”.

Pierwsze tygodnie i miesiące odbudowy – prowadzonej przez polską administrację – były głównie nastawione na poprawę fatalnych warunków egzystencji ludzi przybywających coraz liczniej, przede wszystkim z tak zwanych kresów wschodnich. Większość prac zmierzała więc do uruchomienia głównych ciągów komunikacyjnych i urządzeń komunalnych. Usiłowano nie zapominać też o zabytkach, ale nie da się ukryć, że szło to opornie, czemu trudno się dziwić. Wszak brakowało nie tylko środków finansowych, ale i fachowców – konserwatorów, architektów i budowlańców, a także historyków sztuki. Prace więc koncentrowały się bardziej wokół zabezpieczenia zabytków przed dalszą ruiną, rabunkiem i dewastacją, co umożliwiło po pewnym dopiero czasie przystąpienie do prac renowacyjno-konserwatorskich.

Pod koniec 1945 roku funkcjonowała już we Wrocławiu elektrownia, gazownia, rzeźnia, wodociągi, kanalizacja i zakład oczyszczania miasta. Były one dalekie od pełnej sprawności, ale stanowiły pewien zalążek normalizacji życia. W tym czasie trwały również prace przy odbudowie wytwórni wód gazowanych, fabryki kitów i lakierów, pralni chemicznej i farbiarni oraz hoteli miejskich i innych niedużych zakładów przemysłowych.

Pierwszy tramwaj z Biskupina na plac Słowiański ruszył w sierpniu 1945 roku, a jesienią uruchomiono kolejne linie. Choć tory tramwajowe były w nie najgorszym stanie, to jednak górna część trakcji była zniszczona prawie całkowicie. Tak duże miasto jak Wrocław nie mogło normalnie funkcjonować bez komunikacji. Jeździły też samochody i motocykle – pod koniec 1945 zarejestrowanych było 59 motocykli i 403 auta. Pojawiły się na ulicach pierwsze autobusy na trasie plac Wolności – plac Gottwalda (dzisiejszy plac Józefa Piłsudskiego).

Wraz z pierwszymi przedstawicielami polskiej administracji przybywa też do Wrocławia grupa naukowa, z zamiarem zabezpieczenia tutejszych dóbr naukowych i kulturalnych. Staje się ona zalążkiem przyszłego ośrodka naukowo-akademickiego. Zasilona licznym gronem wybitnych naukowców lwowskiego Uniwersytetu Jana Kazimierza przygotowując rozpoczęcie pierwszego w wyzwolonym mieście roku akademickiego. Już 15 listopada 1945 roku rozpoczyna go 3,5 tysiąca studentów, połączonych początkowo w jeden organizm, Uniwersytetu i Politechniki. Rektorem tej pierwszej uczelni zostaje profesor Stanisław Kulczyński – wybitny biolog i botanik. O dynamicznym rozwoju wrocławskiej nauki świadczy fakt, iż już w rok po inauguracyjnym wykładzie Uniwersytet Wrocławski przyznaje pierwsze tytuły doktorskie za prace naukowe obronione na wydziale lekarskim – przekształconym w kilka lat później w samodzielną Akademię Medyczną. Dziś Wrocław posiada jedenaście publicznych wyższych uczelni akademickich, prawie trzydzieści wyższych uczelni niepublicznych, szereg samodzielnych placówek Polskiej Akademii Nauk oraz wiele ośrodków i instytutów naukowo-badawczych.

Równie dynamicznie rozwija się w zrujnowanym mieście życie kulturalne. Już 16 czerwca 1945 roku ma miejsce pierwszy seans filmowy w kinie „Warszawa”. Wyświetlano wówczas dokumentalny film pod tytułem „Majdanek”. Prawdziwym wydarzeniem artystycznym stało się wystawienie – w cztery miesiące po wyzwoleniu, 8 września – opery Stanisława Moniuszki „Halka”. W styczniu następnego roku zainaugurował swą działalność Teatr Miejski, wystawiając „Śluby panieńskie” Aleksandra Fredry. Niektórzy miłośnicy teatru twierdzą, że ten właśnie fakt zadecydował o przeniesieniu ze Lwowa właśnie do Wrocławia pomnika tego wspaniałego komediopisarza. Stanął on w 1956 roku przed wrocławskim Ratuszem.

Zdecydowanie mniej szczęścia – od pomnika – miała inna pamiątka kultury polskiej stworzona pod koniec ubiegłego wieku też we Lwowie. 22 lipca 1946 roku na łamach „Trybuny Dolnośląskiej” ukazała się wzmianka o funduszu odbudowy Panoramy Racławickiej. Redakcja złożyła na ten cel 5 tysięcy złotych. Z różnych stron słychać było głosy o konieczności sprowadzenia płótna Styki i Kossaka do Wrocławia i budowie rotundy wystawienniczej. Dopiero czas pokazał jak tragiczne były losy tego rzeczywiście sprowadzonego do Wrocławia dzieła, które w 1984 roku doczekało się swojego miejsca i już na stałe wpisało się w krajobraz kulturalny miasta. Teraz trudno nawet powiedzieć czy kłopoty z Panoramą spowodowała nadgorliwość ówczesnych władz polskich, czy też zdecydowany zakaz „kremlowskiego brata”. Wszak malowidło przedstawia klęskę wojsk rosyjskich pod Racławicami w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej. Przez szereg lat o Panoramę zabiegało wiele osób z wrocławskiego świata kultury i sztuki, naukowcy i dziennikarze. Dopiero przełomowe wydarzenie lat 80-tych przywróciło to dzieło kulturze narodowej.

W lutym 1946 roku przeprowadzono w mieście spis ludności, który wykazał, że we Wrocławiu żyje ogółem 168 466 osób, w tym 74 610 Polaków. W związku z tym władze podjęły decyzję o jak najszybszej realizacji poczdamskich postanowień o wysiedleniu ludności niemieckiej. Tworzono punkty repatriacyjne i wkrótce na zachód ruszyły kolejne transporty – 19 lutego o godzinie 11 wyjechało 1500 obywateli niemieckich, 20 lutego kolejny transport, a od 2 do 17 marca transporty odchodziły codziennie.

Z pierwszych powojennych lat, szczególnie istotnym dla Wrocławia, okazał się rok 1948. Dwa wrocławskie wydarzenia z tego właśnie roku wpisały się do historii.

Pierwsze z nich, aktywizujące miasto i ważne dla jego rozwoju, to Wystawa Ziem Odzyskanych. Tym, którzy widzieli Wrocław bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych, uzmysłowiła ogromny wysiłek jaki włożono w jego odbudowę i przywrócenie do prawie normalnego życia.

Trwałą pozostałością po wystawie jest stalowa iglica przed Halą Stulecia, dzieło inżyniera Stanisława Hempla, która do dziś jest jednym z symboli Wrocławia.

Drugim, tym razem o zasięgu światowym, był Kongres Intelektualistów. W sierpniu tego roku do stolicy Dolnego Śląska zjechali przedstawiciele nauki, kultury i sztuki ze wszystkich niemal krajów Europy, a wielu także świata. We Wrocławiu spotkało się 46 delegacji. Miasto zmieniło się nagle w wieżę Babel. Podniosłe to były chwile, kiedy na podium weszła Irena Joliot-Curie, gdy mijał gdzieś kogoś w tłumie Antoni Słonimski, Ilja Erenburg, Julian Tuwim czy Pablo Picasso, który zaproponował uchwalenie rezolucji następującej treści: „Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju obradujący we Wrocławiu przesyła wielkiemu poecie Pablo Neruda wyrazy podziwu, przyjaźni i solidarności. Członkowie Kongresu reprezentujący 46 krajów żądają, aby Pablo Neruda miał swobodę wypowiadania się i mógł mieszkać, gdzie tylko chce”. Głos w auli Politechniki zabierali Jorge Amado, Anna Seghers, Jarosław Iwaszkiewicz i wielu, wielu innych.

Kongres był wielkim sukcesem. Dziekan Katedry Canterbury Hewlett Johnson powiedział między innymi: „Wydaje się nie do wiary, że Wrocław odrodził się tak szybko. Wystawa Ziem Odzyskanych jest prawdziwym cudem. Kongres powinien przyczynić się do porozumienia wszystkich, którzy pragną pokoju. Musi on przekonać światową opinię publiczną, że porozumienie między wschodem a zachodem jest możliwe...”.

Miasto w następnych latach z dnia na dzień rozbudowywało się. Powstawały nowe osiedla, fabryki, parki. Odtworzono wspaniały Ogród Botaniczny przy ulicy Sienkiewicza, działały kina i teatry, kwitła kultura i sztuka. Nie był to jednak rytm jednostajny i wolny od zakłóceń. Zbyt często wyznaczały go kryzysy i niepokoje społeczne: prześladowania stalinowskie lat 50-tych i przesilenie 1956 roku, a później 1968 rok i strajki studentów, lata 1970 i 1976, następnie 1980 i stan wojenny w roku 1981 – w końcu Okrągły Stół i powolny powrót demokracji. Te wszystkie daty nie były też obojętne dla życia Wrocławia. Stolica Dolnego Śląska należała do wyjątkowo opozycyjnych i nieposłusznych. Nic dziwnego, że tu właśnie ruch Solidarności był w 1980 roku tak silny i prężny.

Wróćmy jednak do architektury miasta, która mimo wszystko nie była podatna na burze dziejowe i „obojętnie” przyglądała się temu, co się wokół działo.

Przez ostatnie lata usiłowano włączyć w nurt współczesnego życia znaczną część zabytkowych kamienic, kościołów, pałaców oraz wiele innych obiektów. Były one w poważnym stopniu zniszczone. Podobnie jak w innych miastach we Wrocławiu starano się łączyć rekonstrukcję dawnej formy z nowymi układami funkcjonalnymi wnętrz. Jedną z pierwszych rekonstruowanych kamienic był zespół przy ulicy św. Mikołaja 8, 9, 10 ze słynną kamienicą „Dom pod Trzema Dębami”. Uporządkowano też i w znacznym stopniu odrestaurowano budowle Ostrowa Tumskiego i Rynku.

Przykładem pieczołowitości z jaką restaurowano wrocławskie zabytki historyczne jest miejski Ratusz. Po zabezpieczeniu tego cennego obiektu w 1948 roku przystąpiono do szczegółowej inwentaryzacji szkód i do badań nad przeróbkami, jakim w różnych okresach poddawany był ten budynek. W latach pięćdziesiątych specjalna pracownia rzeźbiarska zaczęła odtwarzać brakujące fragmenty fryzów i zdobień zewnętrznych. Odbudowa trwała wiele lat. Dziś Ratusz prezentuje się okazale, zwłaszcza w otoczeniu równie starannie odrestaurowanych kamienic Rynku i placu Solnego. Z podobnym pietyzmem przeprowadzano rekonstrukcję wielu obiektów sakralnych, a zwłaszcza katedry i kościoła św. Marii i Magdaleny, o pięknej architektonicznej sylwetce.

Tysiącletnia tradycja Wrocławia to znaczny dorobek. I choć historia miasta od średniowiecza obfituje licznymi bitwami, klęskami i żywiołami, a także epidemiami – nieszczęściami całych społeczności i dramatami jednostek – miasto wciąż trwa i rozwija się.

Dzisiejszy Wrocław to nie tylko zabytki i architektura. To jeden z największych ośrodków naukowych, kulturalnych i przemysłowych Polski. Istotnym atutem miasta – jak przed wiekami – jest jego położenie geograficzne, szczególnie ważne w dobie „otwierania” się Polski ku Europie Zachodniej. W przeszłości krzyżowanie się szlaków handlowych i komunikacyjnych było zawsze wykorzystywane z pożytkiem dla miasta i jego mieszkańców. Obecnie Wrocław stoi przez podobną szansą.

 

Powyższy tekst jest fragmentem opracowania Wrocław – portret miasta wydanej w roku 1991 nakładem Zarządu Środowiskowego AZS we Wrocławiu. Drobne zmiany, których celem była aktualizacja informacji, wprowadzili Adam Chmielewski i Roland Zarzycki.

Formularz logowania

Podaj swój login i hasło aby się zalogować:
Zaloguj się
Jeśli nie posiadasz jeszcze konta zarejestruj się
© Copy wro2016